Nowy język (o) edukacji wiele obiecuje. Dobrostan, sprawczość, kompetencje. To słowa atrakcyjne, nowoczesne i pozornie oczywiste, dlatego warto przyjrzeć im się bliżej. Ostatecznie sami zdecydujecie, czy przekonuje Was główne przesłanie tego tekstu: że żargon korporacyjno-terapeutyczny w dłuższej perspektywie prowadzi do przerzucenia odpowiedzialności za rozwiązywanie problemów w edukacji z systemu na jednostkę.
Inspiracją do napisania tego tekstu były obserwacje z zakończonego niedawno roku szkolnego. A dokładniej trzy inicjatywy, którym piszący te słowa przyglądał się z bliska, a czasem także z pewnego dystansu. Niezależnie od „punktu siedzenia” mięsień czujności i wątpliwości pozostawał aktywny. Zanim przejdziemy do clue, czytelnicy zasługują na to, by poznać trzy kamienie milowe, które uważam za dowód okrzepnięcia korporacyjno-terapeutycznego języka w edukacji.
Od edukacji włączającej do Reformy26
Na początek projekty pod hasłem edukacji włączającej[1]. Gdy pierwszy raz usłyszałem ten termin, zadałem sobie pytanie: czy w takim razie edukacja do tej pory nie była włączająca? Słowo to przecież pochodzi od łacińskiego educare, oznaczającego wychowywać, wyprowadzać, prowadzić ku dojrzałości. Zatem edukacja sama w sobie jest inkluzyjna, dlatego że kieruje ku dojrzałości. Wszystkie praktyki z tego obszaru, które nie są włączające, tylko udają edukację. Ich popularność wyjaśnia współczesną troskę, stąd rozumiem intencje propagatorów takich rozwiązań. Choć podzielam diagnozę, to receptę widzę nie w tworzeniu nowych sformułowań, a odzyskaniu ducha edukacji, który od zawsze był włączający. Potrzebujemy w większym stopniu powrotu do korzeni niż „edukacji z przymiotnikami”.
Drugim impulsem była obserwacja matur Szkoły w Chmurze, która egzamin dojrzałości zorganizowała w wydaniu festiwalowym[2]. W powietrzu unosił się tam język dobrostanu – przestrzenie wypełniały plakaty z hasłami takimi jak: „Znaczysz więcej niż stopnie!”. I znów podpisuję się pod tym zdaniem, choć zauważam tu pewien niebezpieczny trend: przekonanie, że matura nie jest tak istotna, kłóci się z intuicją każdego, kto rzetelnie się do niej przygotował. Skoro nie jest tak ważna, to czy warto było się tyle uczyć? Na koniec – Reforma26 „Kompas Jutra”, przedstawiana przede wszystkim przez pryzmat takich haseł jak dobrostan, doświadczenia edukacyjne czy profil absolwenta. Ten wątek omówimy szczegółowo na końcu.
Kiedy język wyznacza świat
Nad tym tekstem unosi się potoczne rozumienie słów Ludwiga Wittgensteina, o tym, że granice naszego języka są granicami naszego świata. I choć w powszechnym „obiegu” funkcjonują one poza kontekstem[3], to wyrażają istotne dla tego tekstu założenie – język nie tylko służy komunikacji, ale także kreacji rzeczywistości. Jak to się dzieje? W dwóch kolejnych częściach tekstu nie wyważymy otwartych drzwi, a raczej zreferujemy to, o czym badacze piszą od dziesięcioleci.
Język korporacji w edukacji
Pierwszy do dyskusji o edukacji wszedł język wolnorynkowy (przez uczonych nazywany też neoliberalnym). Potwierdza to Agnieszka Gromkowska-Melosik: „polityka oświatowa wielu krajów rozwiniętych przesiąknięta jest ideologią neoliberalizmu, którego istotą jest zwiększanie efektywności i orientacja na najlepszych[4].” Edukacja, jak pisze Kathleen Lynch, definiowana w kategoriach akumulacji kapitału ludzkiego staje się „sposobem zarządzania ryzykiem na rynku w warunkach zderegulowanego świata[5].” W tej optyce:
- cele edukacji stają się rezultatami/efektami;
- szkoła jest miejscem alokacji dóbr i usług;
- efektywność mierzą wyniki egzaminów;
- prestiż wyznaczają programy certyfikacji.
Lynch pisze wprost, że szkoły zaczynają funkcjonować jak przedsiębiorstwa. W podobnym tonie wypowiada się Danuta A. Michałowska: „szkoła to fabryka zasobów społecznych, w której obróbce poddawane są poznawcze zdolności uczniów w postaci mentalnych map porządku społecznego[6].”
Nowy język efektywności
Również niemiecki filozof Byung-Chul Han wskazuje w swoich esejach na ekspansję języka samowydajności i autoeksplotacji. Co jest przyczyną tego stanu rzeczy? Dyskusja o edukacji przez pryzmat wydajności, wyników, wkładu, celów[7] to rezultat podporządkowania polityk oświatowych wolnemu rynkowi, który mówi językiem pracy i kompetencji[8]. W efekcie priorytetem staje się produkcja „elastycznych podmiotów”, przy użyciu narracji o adaptacji i kompetencjach oraz w celu lepszego „zarządzania sobą”[9].

Czy język ten wypełnił pustkę? Wprost przeciwnie – narracje ze świata korporacji zamieniły to, co społeczne, w rynkowe, odwracając znaczenie pojęć. Z tego względu dyskurs neoliberalny bywa określany nowomową[10]. A kto jest beneficjentem tego stanu rzeczy? Rynek i konkurencja w jego obrębie, otrzymując „produkty” (uczniów), formatowanych za sprawą języka kompetencji i zatrudnialności[11]. A czy to zjawisko nowe? Niekoniecznie – w „czasach słusznie minionych” mówiło się językiem planu i postępu. Dziś posługujemy się językiem efektywności, kompetencji i zarządzania sobą. Ale nie tylko.
Terapeutyzacja dyskusji o edukacji
Na wstępie należy wskazać, że troska o zdrowie psychiczne jest pożądana i wystarczająco długo była poza radarem szkoły. Odróżniam jednak sprawdzone techniki i narzędzia od „poppsychologii” i „mądrości” influencerów, których pełen jest internet. To właśnie za ich sprawą doszło do teraupetyzacji języka o edukacji. Tam, gdzie ekspert odpowiada „to zależy”, amator bez wahania rzuca hasła o toksyczności, narcyzmie, itp. Z czego wynika ten stan? Z rozszerzenia języka pedagogiczno-terapeutycznego na całe życie społeczne, z postrzegania siebie jako podmiotu wymagającego nieustannego wsparcia i z kultury permanentnej autoanalizy. Cierpi na to nie tylko szkoła, ale każda sfera życia publicznego, o czym pisała m.in. Eva Illouz.
Kultura podatności
Rdzeniem krytyki terapeutycznego języka w edukacji jest wykorzystanie go do zarządzania zarówno uczniem, jak i nauczycielem. W tej optyce szkoła produkuje „emocjonalnie zarządzające sobą jednostki”[12]. Dyskurs psychologiczny zastępuje debatę społeczną i polityczną, tworząc coś, co Frank Furedi określa mianem kultury podatności, traktując ludzi jako permanentnie kruchych[13]. Niemal dwie dekady temu Eva Illouz, w książce Saving the Modern Soul, wskazywała na wzrost znaczenia języka emocjonalnego, psychologizację instytucji oraz terapeutyczne zarządzanie ludźmi. W takich warunkach szkoła za swój główny cel obiera troskę o emocjonalne bezpieczeństwo[14]. W rezultacie dawna zewnętrzna dyscyplina zostaję zastąpiona przez wewnętrzny przymus, który wspiera się na psychologizacji problemów, a także potrzebie zarządzania emocjami i adaptacji. W efekcie symbioza języka korporacji i terapeutyzacji, dokonująca się niejako w „białych rękawiczkach”, zmienia naszą dyskusję o szkole. Widać to na przykładzie trzech prostych kroków:
#1: Problem społeczny zostaje opisany jako emocjonalny.
#2: Jednostka ma sama pracować nad sobą.
#3: Znika pytanie: kto tworzy warunki stresu, nierówności, presji.

Nowy język (żargon) w polityce oświatowej
By udowodnić, że nowe narracje o edukacji to nie wymyślony lub nieznany w Polsce problem, zróbmy krótki przegląd trzech materiałów. Nic tak w ostatnich tygodniach nie organizuje myślenia nauczycieli jak Reforma26, dlatego spójrzmy, co z opisanych wyżej wyzwań tam znajdziemy. Wystarczyła lektura relacji ze spotkania w Szkole Podstawowej im. Arkadego Fiedlera w Lubrzy[15], by wynotować:
- „Reforma kładzie nacisk (…) na kompetencje społeczne, emocjonalne i obywatelskie, dobrostan uczniów (…)”.
- „Uczniowie osiągają dobre wyniki, często nie czują się w szkole bezpiecznie i komfortowo”.
- „Poza wiedzą, która jest podstawą krytycznego myślenia i kreatywności, istotne są też doświadczenia edukacyjne, czyli wykorzystanie wiedzy w praktyce i nauka poprzez praktyczne działania”.
- „Szkoła ma być miejscem, gdzie jest zarówno wiedza, jak i wsparcie”.
Zauważalne jest tutaj przesunięcie uwagi z przekazywania wiedzy na projektowanie doświadczeń. Wskazuje ono, że szkoła w coraz większy stopniu ma czerpać m.in. z metod UX (user experience) czy zarządzania zasobami ludzkimi. Już nie przekazujemy wiedzy, teraz projektujemy doświadczenia. A jak to bywa z doświadczeniami – są one subiektywne i niemierzalne standardowymi metodami pomiaru.
Z kolei ORE, pisząc o Specjalistycznych Centrach Wspierających Edukację Włączającą, wskazuje na potrzebę „rozwijania sprawczości dziecka”[16]. W narracji korporacyjnej oznacza ona odpowiedzialność jednostki za własny sukces, samosterowoność i samomotywację.
„Kompetencje przyszłości” to inne sztandarowe hasło promowane m.in. przez Ministerstwo[17]. Za takie uważa się te umiejętności, które są/będą przydatne na rynku pracy. Stąd od uczniów wymaga się elastyczności i zdolności do ciągłego uczenia się. W tej optyce zdobywanie wiedzy jest tylko funkcją dla przyszłych korzyści, o czym m.in. już w latach 40. przestrzegał Theodor Adorno w książce Minima moralia.

Czemu służy „nowy” język (o) edukacji?
„Nowy” język (o) edukacji służy utrwaleniu tego, co Gert Biest określił mianem „learnifikacji”. Jej istotą jestprzesunięcie odpowiedzialności ze społeczeństwa na jednostkę. W tej optyce niepowodzenia ucznia są „winą” jednostki a nie systemu. Żargon, o którym tu mowa, to symbioza języka z biur i gabinetów. Z jednej strony szkoła zaczyna mówić językiem korporacji. Z drugiej – staje się instytucją quasiterapeutyczną. I choć sama terapia i troska o zdrowie psychiczne są potrzebne, to w połączeniu z „korpomową” tworzą mieszankę wybuchową. Dlaczego? Szkoła nie przestała dyscyplinować – robi to w białych rękawiczkach, za pomocą nowego żargonu. Na piedestale stawia zarządzanie sobą, stałą pracę nad emocjami, poszukiwanie przyczyn porażek i sukcesów w sobie. Dlaczego tak chętnie uczestniczą w tym instytucje odpowiedzialne i realizujące politykę oświatową? Dlatego, że zwalnia je to z odpowiedzialności za głębsze zmiany.
[1] By nikogo nie „faworyzować” posłużmy się przykładem ministerialnym: https://www.gov.pl/web/edukacja/edukacja-wlaczajaca
[2] Zobaczyć możecie to m.in. na: https://youtu.be/68x0DRRcESM?si=hT8ZCMqMkjwMFLK5
[3] Więcej: https://filozofuj.eu/jan-wolenski-granice-mojego-jezyka-sa-granicami-mego-swiata/
[4] Gromkowska-Melosik, A. (2020). Jednostka, neoliberalizm i redukcjonizm edukacji współczesnej. „Studia Edukacyjne”, (41), 107–115. https://doi.org/10.14746/se.2016.41.7
[5] K. Lynch, New managerialism in education: the organizational form of neoliberalism, Open Democracy, 2014, 16 September, www/opendemocracy.net
[6] Michałowska, D. M., Neoliberalizm i jego (nie)etyczne implikacje edukacyjne, Poznań: Wydawnictwo Naukowe, 2013.
[7] Courtney, S.J., Mann, B. Thinking with ‘lexical’ features to reconceptualize the ‘grammar’ of schooling: Shifting the focus from school to society. J Educ Change 22, 401–421 (2021). https://doi.org/10.1007/s10833-020-09400-4
[8] Angelo, Ria. (2020). Neoliberal ideology, discursive paradox and communicative language teaching. Policy Futures in Education. 19. 147821032097153. 10.1177/1478210320971539
[9] Tomasz Szkudlarek & Łukasz Stankiewicz (2014) Future perfect? Conflict and agency in higher education reform in Poland, International Journal for Academic Development, 19:1, 37-49, DOI: 10.1080/1360144X.2013.848357
[10] A. Bihr, Nowomowa neoliberalna, Warszawa 2008
[11] Szczygieł, P. (2016). Podmiot w neoliberalizmie – kilka refleksji krytycznych. Adult Education Discourses, (17). https://doi.org/10.34768/dma.vi17.98; Kumięga, Łukasz. 2020. Dyskurs, krytyka i podmiot w edukacji zawodowo-językowej w Niemczech. Zarys koncepcji krytycznej dydaktyki języków obcych. „Przegląd Socjologii Jakościowej” 16 (4): 126-45. https://doi.org/10.18778/1733-8069.16.4.07
[12] Frączysty, A. (2023). Therapeutic discourses and practices as neoliberal technology of power. Autoethnographic case study of „Szkoła Edukacji”. Etnografia. praktyki, teorie, doświadczenia, (9), 93–115. https://doi.org/10.26881/etno.2023.9.06
[13] Więcej w książce pt. Therapy Culture
[14] Ecclestone, K., & Hayes, D. (2009). The dangerous rise of therapeutic education. Routledge.
[15] https://www.gov.pl/web/uw-lubuski/reforma26-kompas-jutra-o-przyszlosci-edukacji-rozmawiano-w-lubrzy
[16] https://ore.edu.pl/2025/07/nie-oceniaj-wspieraj/
[17] https://www.gov.pl/web/laboratoria/kompetencje-przyszlosci-ktore-warto-ksztaltowac-u-dzieci-i-mlodziezy
